Trzy ich było 
23.04.2005, Kliper, Warszawa - Leje na Pokład, The Coofels, Bezmiary


Pomysł na zorganizowanie imprezy, której przewodnim celem jest propagowanie klasycznych szant i pieśni żeglarskich śpiewanych a capella czyli bez instrumentów, zrodził się w naszych głowach po zakończeniu eliminacji do tegorocznego festiwalu Shanties w Krakowie, gdzie niestety nie znaleźliśmy uznania w oczach Jury. Postanowiliśmy wziąć swój los we własne ręce i pokazać światu, że prostota formy, ubogie lub żadne instrumentarium nie jest przeszkodą w atrakcyjnym prezentowaniu tego co w pieśni żeglarskiej najlepsze. Choć przedsięwzięcie może nie największego kalibru, to przyprawiało nas o drżenie serc. Czy wszystko zaskoczy? Czy się uda? Czy publika dopisze? Impreza rozpoczęła się punktualnie o 21.00, w sobotę 24 IV. W swoje gościnne progi przyjęła nas, świeżo odnowiona, tawerna Kliper. Przytulnie, klimatycznie - a o żeglarskim charakterze tego miejsca nieustannie przypominały żeglarskie atrybuty, których tam pełno (żagle, pagaje, mapy, stare narty???:))) Atmosfera od pierwszych minut była gorąca, a napoje chłodzące chłodne. Jak wiadomo w takiej atmosferze silne męskie głosy (i damski również) brzmią najlepiej. Kolejno występowali po sobie: Leje na Pokład, The Coofells i Bezmiary. Każdy z zespołów miał swoje 45 - 60 minut, w trakcie których wykonywał zarówno materiał autorski jak i klasyki. W związku z czym część "oficjalna" imprezy zakończyła się dopiero ok. północy wspólnym "all hands". Później, jak to zwykle bywa rozpoczęły się spotkania i szantowanie w podgrupach:). Ja nie zamykałem lokalu ale musiało to trwać pewnie do białego rana. Warto podkreślić, iż jedna z sal (w której śpiewaliśmy) objęta była zakazem palenia (BRAWO!!! POPIERAMY!!! - redakcja Szantymaniaka). Nam śpiewało się lepiej a i publika więcej mogła zobaczyć :). Powodzenie imprezy skłania nas do zastanowienia nad kontynuacją pomysłu, w którym gospodarzem każdego następnego koncertu byłby jeden z zespołów. Mile też powitamy w tym kółku innych przedstawicieli szanty klasycznej. Chcielibyśmy by wspólne szantowanie bez gitary na stałe weszło do kalendarza każdego miłośnika tej muzyki.

Tekst: Jasiu Cofała
Zdjęcia: Karolina Sawicz (bardzo Ci dziekujemy!!!:)

Artykuł ukazał się w Szantymaniaku, numer 3(9)/2005

Kliper Kliper Kliper Kliper Kliper

Kliper Kliper Kliper Kliper Kliper

Kliper Kliper Kliper Kliper Kliper

Kliper Kliper Kliper Kliper Kliper

Kliper Kliper Kliper Kliper Kliper

Kliper Kliper Kliper Kliper Kliper