Można "Lejków" lubić, można nie pałać do nich sympatia, ale trzeba ich szanować. Pracują od lat w portowym mieście Tychy i z biegiem czasu prezentują się coraz lepiej. Chociaż znamy ich przede wszystkim z konkursów organizowanych przez większe festiwale, teraz konkursy pewnie zostawią za sobą. Trzymam właśnie w rękach wstępną wersję pierwszej płyty zespołu. Tytuł wydawnictwa znamienny - "Lejki.com". Premiera już na letnim PPP.

Ta płyta nikogo nie pozostawi obojętnym. Wiedziałem to już po pierwszym przesłuchaniu, a wraz z każdym kolejnym tylko umacniałem się w swoim przekonaniu. Album dosyć dobrze prezentuje dotychczasowy okres artystycznej działalności zespołu. Znajdziemy tu utwory stosunkowo stare, jak choćby "Health to the company", stara szkocka piosenka śpiewana przy pijackich zabawach, popularna również w Kanadzie. Na płycie brzmi cokolwiek dostojnie, chociaż nie traci nic ze swojego dynamizmu, podkreślonego marszowym rytmem. Entuzjastów twórczości chorzowskiego zespołu "Kogoto" ucieszy zapewne "Pieśń powrotów" celebrowana lata temu na schodach miechowickiego domu kultury (na stado męskich głosów i Kasię Kaniowską). Lejki opatrzyły kogotowskie
"Return" polskim tekstem, pieśń nabrała przez to zupełnie nowego wymiaru.

Takich nawiązań do dawnych, szantowych czasów jest na krążku więcej. "Pociągnij ją" Bogdana Kuśki podano na przykład w postaci szaleńczego wyścigu wokali - bas z tenorem ścigają się niczym Heidfeld z Kubicą, tyle, że ten wyścig zamiast znanych z Formuły 1 problemów owocuje idealną harmonią. Szczerze byłem zdziwiony, że prostą w sumie szantę Bodźca można zaaranżować w tak pozytywnie zakręcony sposób. Ukłonem w stronę klasycznego śpiewania jest też "John Kanaka", czy bardziej "Jon Canaca", bo Lejki w tym utworze postawiły na francuskie brzmienie głównego zaśpiewu. Znawcom kolei losu szantowej
supergrupy (żeby nie było wątpliwości - mam na myśli Cztery Refy) spodoba się na pewno "Szanta Śledziowa", tym bardziej, że lejkowe wykonanie pieśni jest proste, mocne i bezpretensjonalne. Jak to szanta.

Ci, którzy spodziewali się znaleźć na płycie swoje ulubione piosenki Lejków, również się nie zawiodą. "Bazooka" (czyli
"Erile") porywa swoją falującą siłą, "Hej chłopaki" i "Barmanka" Tomka Czekały czy "Płyniemy na Horn" duetu Erling - Kostrzewa to utwory dobrze znane wielbicielom tyskiego zespołu, wielokrotnie doceniane przez różne konkursowe gremia. Może troszkę za mało w tych utworach "mięsa", mam wrażenie, że wykonawcy zbyt mocno skoncentrowali się na dążeniu do wokalnej perfekcji. Z drugiej strony dosknale rozumiem takie podejście. Fałszować to sobie wszak można na pofestiwalowych "after party".

Jeden z piękniejszych utworów zawartych na płycie to "Piekielny rejs", z muzyką Daniela Kostrzewy (importowanego z Częstochowy, ex "Czterech na keję"). Dramatyzm utworu podkreślony jest tu partią głosu prowadzącego, w ostatnich taktach wpadajacego w falset. Wszystko oparte o dobry, harmoniczny podkład tworzony przez pozostałych wokalistów. Miód. W podobnym klimacie mieści się tęskny utwór "Panna z Aughrim" napisany dla Lejków przez Kubę Morawę (niegdyś członka zespołu) do tradycyjnej melodii.

Tyscy szantymeni dopuścili do głosu także młode pokolenie autorów tekstów pieśni szantowych. Znany z szantymaniakowego forum "Watman" (Mateusz Wata, także tyszanin) popełnił tekst piosenki "Zwisając z rej". Wprawdzie za fragment "pod dekiem z beczek kradnie nasz rum" Watman miałby murowany konflikt z większością szantymenów, ale Lejki ten karkołomny fragment wyśpiewuja z podziwu godną lekkościa.

Tradycjonalistów zaskoczy zapewne "Ma kobita" - rozbrzmiewają tu w podkładzie oryginalne organy Hammonda. I to obsługiwane przez nie byle kogo. Z Lejkami zgodził się zagrać Marek Mekles - muzyk zespołu "Habakuk". Pozytywne wrażenie jakie pozostawia muzyka w tej pieśni psuje nieco jej tekst. Rozumiem szanty, meski punkt widzenia itp. ale fragmenty typu "Jestem chłop z jajami, nawet na bani" wprawiają mnie w osłupienie. Kto wie, może się starzeję... Na szczęście takich wpadek na płycie jest niewiele. Ogólnie teksty budzą odczucia pozytywne, chociaż poezji morskiej wysokich lotów raczej tu nie znajdziemy.

O "bonus tracku" celowo nie napiszę nic. Zobaczycie (usłyszycie) sami!

"Lejki.com" otworzy z pewnością nowy rozdział w historii tyskiego zespołu. Przechodzenie z okresu dojrzewania do dorosłości jest trudne zawsze, nie tylko na rynku szantowym. Byłoby fantastycznie, gdyby tyska grupa dostała szansę promocji swojego wydawnictwa na "poważnych" polskich festiwalach. Styl "Leje na Pokład" jest rozpoznawalny, charakterystyczny a przy tym oryginalny. Tyszanie pozostają przy tym wierni szancie śpiewanej a'capella. A takich grup niestety u nas coraz mniej.

Napisane przez: Michała Gramatykę (Perły i Łotry)

o zespole Leje na Pokład... troche mniej poważnie